Zaznacz stronę

Gdybym Cię zapytała z czym kojarzy Ci się onkologia dziecięca? Wiem jaka była by Twoja odpowiedź. Ból? Łzy? Smutek? Cierpienie? Śmierć? I oczywiście masz rację. Ale jest tam coś jeszcze ? ŻYCIE!

Kiedy doświadczam z Adasiem przez ponad 8 lat, kilkudziesięciu pobytów w szpitalu na Oddziale Hematologii i Onkologii Dziecięcej, to niesamowite refleksje mi się nasuwają. Faktem jest, że życie w szpitalu wygląda inaczej, ale czy tego chcesz czy nie, staje się codziennością. Pomyśl! Spędzasz tam kilka lub kilkanaście tygodni z dzieckiem, więc chcąc nie chcąc, pacjenci, ich rodzice, lekarze i personel stają się Tobie bliscy. Dzielicie razem radości i smutki każdego dnia. To nie jest oddział przygnębienia i smutku. Tam dzieci potrafią się śmiać mimo wszystko. Dostrzegać najmniejsze i najdrobniejsze radości nawet z grymasem bólu na twarzy. Mają marzenia!

To materiały i apele o pomoc robią negatywny obraz onkologii. Dzieci onkologiczne mają być w nich smutne i nieszczęśliwe. Wtedy to chwyta za serce, wszyscy są pełni współczucia, wzruszeni i wpłacają pieniądze na fundacje. Pieniądze na leczenie są ważne, one bardzo ułatwiają leczenie, ale nie taką drogą i nie tymi sposobami.

Nasze wyjazdy na oddział onkologii zawsze poprzedzone są wielkimi emocjami. I tylko pozytywnymi :) Adaś przez kilka dni skrupulatnie się przygotowuje, planuje i zadaje sobie pytania, jakie zabawki zapakować czy będzie na sali ze ?starszakami? czy ?młodszakami?, czy w oddziałowej świetlicy mają nowe gry i nowe puzzle. A dzień przed wyjazdem rozważa, w którą żyłę da się wkuć :)

Czemu Ci o tym opowiadam? Żeby dać Ci namiastkę tego, czym dla dziecka jest czas spędzony w szpitalu. Wspomnienia z onkologii mam tylko dobre. Każdy czas spędzony tam, to czas wielu zmian, mojego kształtowania się, czas przyjaźni, a nie tylko badań i okrutnego leczenia. Zamiast się umartwiać, użalać, rozpaczać, wystarczy przejść nad tym do porządku dziennego. Tak jest przez chwilę, czasem przez dłuższą chwilę, ale nie na zawsze. Kiedyś Was w końcu wypuszczą :)

Jakiś czas temu słyszałam wypowiedź pewnego ?eksperta? od psychologii, że dzieci na onkologii się uśmiechają, bo cieszą się, że żyją. To jakiś żart! – pomyślałam. To zupełnie niemożliwe! To jego wiedza, a nie doświadczenie. A wiesz dlaczego? Bo dzieci zwyczajnie nie biorą pod uwagę, że umrą. Wcale się nie boją. Cieszą się, że mają laptopa bez ograniczeń, a na obiad frytki, bo szpitalna zupa bywa koloru szarego. Dzieci leczenia się nie boją, nie boją się swojej choroby, nie rozpaczają. Problemem są rodzice, którzy mówią swoim dzieciom albo za mało, albo za dużo. To oni sieją panikę w ich małych umysłach. I ta płacząca, wiecznie przestraszona mama, która nastraja tak swoje dziecko ? nie onkologia, nie choroba.

Wyobraź sobie dziecko, które zmaga się z chorobą, leczeniem i bólem, które czasem nie rozumie sytuacji, w której się znalazło, ale mimo to akceptuje. Każdego dnia patrzy na swoją mamę, na jej smutne zapłakane oczy, na grymas cierpienia na bladej, wychudzonej twarzy. Szuka odrobiny jej uśmiechu, choćby w jednym kąciku ust. Jak myślisz, co czuje? Tak, wtedy czuje STRACH. Ale to nie jest strach związany z chorobą. To strach o mamę! Bierze na siebie ogromny ciężar odpowiedzialności, bo przez jego chorobę mama jest taka smutna!

Niesamowite co MY – mamy – potrafimy robić z miłości do naszych dzieci. Na co je narażamy. To dziecko każdego dnia, podczas leczenia, często bardzo trudnego, robi wszystko, aby mama chodź przez chwilę się uśmiechała.

Wszystkie dzieci potrzebują mamę pełną energii, uśmiechniętą, radosną i pozytywnie nastawioną do życia. Która je wspiera, całuje, przytula i rozśmiesza. Takiej która dba o siebie, ma marzenia i się realizuje. Nie ważne w jakim jest miejscu. W domu czy w szpitalu.

Twoje dziecko właśnie takiej potrzebuje MAMY.

Z pozdrowieniami,

Cześć! Jestem Iza.

Jestem mamą Małego Messiego i Julii. Adaś od urodzenia ma chorobę Recklinghusena (NF1) i szczęśliwie żyje z guzem mózgu. Jeśli masz tak, jak ja, że bez względu na to, co dzieje się w Twoim życiu, Ty nadal się uśmiechasz, to cieszę się, że tu jesteś! :-) Ludzie, którzy znają moją historię zainspirowali mnie do tego, żebym opowiedziała o moich sposobach radzenia sobie w trudnych chwilach. Ten blog jest tego początkiem.